(fragmenty)
Wreszcie, co się tyczy skutków usprawiedliwienia, czyli rezultatów, które muszą z niego wynikać w stosunku zarówno do obecnego, jak przyszłego stanu człowieka usprawiedliwionego, tj. w teraźniejszości i wieczności, to zasadniczy błąd Kościoła rzymskiego polegał na twierdzeniu, że usprawiedliwienie samo z siebie nie jest ani całkowite, ani tak absolutnie pewne, by zwalniało człowieka od konieczności dalszego składania zadośćuczynienia za grzech lub gwarantowało niezawodną nadzieję życia wiecznego. Myślałby kto, że katolicka nauka pod pewnymi względami przypisuje większe skutki — aniżeli protestancka — owemu wlaniu wewnętrznej sprawiedliwości, które Rzym pomylił z usprawiedliwieniem, gdyż występujący natychmiastowo i zawsze skutek usuwać ma wszelki grzech, pierworodny i aktualny, przywracając grzesznika do stanu nieskazitelnej niewinności na podobieństwo stanu Adama sprzed upadku, a jeżeli wrodzona pożądliwość, jaka by mogła być okazją do pokusy, wciąż pozostała, oznacza to, że nie była sama w sobie grzeszna ani charakterystyczna dla upadłego stanu człowieka, cechowała bowiem także naszego praojca, kiedy został stworzony na obraz i podobieństwo Boga, i była jedynie kiełzana i powściągana tak samo wtedy, jak to się dzieje teraz, mocą daru nadprzyrodzonej łaski. Twierdzili nadto, że usprawiedliwienie (tak jak je rozumieli) umożliwia chrześcijaninowi wzniesienie się do stanu doskonałości w życiu doczesnym, a nawet zasłużenie na nagrodę i dla siebie, i dla innych. Pod tymi względami przypisywali usprawiedliwieniu większe skutki aniżeli reformatorzy, którzy mówili nie o wrodzonej pożądliwości, lecz o grzechu w nas pozostałym jako wciąż trzymającym się wierzącego oraz o tym, że jego najlepsze uczynki są niedoskonałe i skalane. Pod innymi jednak względami Rzym przypisywał usprawiedliwieniu mniejsze skutki niż protestanci, gdyż według jego ulubionej zasady, zgodnie z którą usprawiedliwienie jest tożsame z uświęceniem, a przynajmniej musi od niego zależeć, jasno wynika, że: nie ma takiej chwili, kiedy grzesznik mógłby wierzyć, iż jest naprawdę usprawiedliwiony, chyba że osiągnąłby stan chrześcijańskiej doskonałości; usprawiedliwienie nie może być obecnym przywilejem, lecz jedynie obiektem pragnień i nadziei; usprawiedliwienie nie zapewnia człowiekowi wytrwania do końca, tylko od tego wytrwania zależy; usprawiedliwienie czyni człowieka stale podatnym przynajmniej na kary doczesne jako zadośćuczynienie za grzechy popełnione po chrzcie. Nic więc dziwnego, że reformatorzy mówili o „niepewnej, podszytej wątpliwościami wierze” Kościoła rzymskiego, przeciwstawiając ją spokojnej pewności, którą można osiągnąć dzięki bezpośredniemu aktowi wiary w Chrystusa, tak jak jest On ukazany w ofertach i obietnicach Ewangelii i i która mogła zostać potwierdzona przez refleksyjne badanie własnego duchowego doświadczenia, kiedy porównać je z oznakami i dowodami bycia usprawiedliwionym objawionymi na kartach nieomylnego Słowa Bożego.
Reformatorzy natomiast, wbrew tym oraz innym błędom w tej materii, twierdzili i nauczali, że: usprawiedliwienie właściwie polega na darmowym przebaczeniu grzechów i gwarantowanym prawie do życia wiecznego, tak iż usprawiedliwienie jest teraźniejszym przywilejem każdego wierzącego od chwili, gdy grzesznik przyjmuje wyłącznie Chrystusa i na Niego się zdaje w kwestii zbawienia; usprawiedliwienie jest kompletnym, ostatecznym i nieodwracalnym aktem Boskiej łaski, przez który człowiek zostaje raz na zawsze przeniesiony ze stanu gniewu i potępienia do stanu przychylności i akceptacji; w życiu doczesnym usprawiedliwieniu towarzyszą bądź z niego wynikają „pewność Bożej miłości, pokój sumienia, radość w Duchu Świętym, wzrastanie łaski oraz wytrwanie w niej do końca”, co wiąże się nieodłącznie z „chwałą, czcią i nieśmiertelnością” w przyszłym świecie. „Tych zaś, których przeznaczył, tych też powołał, a których powołał, tych też usprawiedliwił, a których usprawiedliwił, tych też uwielbił”. Oto jak dalece rozbieżne były zapatrywania obu stron na temat skutków usprawiedliwienia.
* Pożądliwość (łac. concupiscentia), inaczej pożądanie, oznacza tu nie żądzę seksualną, lecz skłonność natury ludzkiej do zła; w teologii używa się też łacińskiej kalki „konkupiscencja” (przyp. tłum.).
Tłum. własne; link do oryginału (s. 122-124).
© Paweł Jarosław Kamiński, 1.12.2024 (aktualizacja: 11.01.2026)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz