Farel, Kalwin, Beza, Knox

środa, 18 lutego 2026

James Buchanan — The Doctrine of Justification, fragmenty

 

https://unsplash.com/photos/a-group-of-statues-of-men-standing-next-to-each-other-gkeUOE83Agw
Farel, Kalwin, Beza, Knox

Co się tyczy natury usprawiedliwienia, czyli tego, co mianem tym określa Biblia, to zasadniczy błąd Kościoła rzymskiego polegał na pomieszaniu go z uświęceniem. Nie chodzi w istocie o to, że katolicy używają terminu „usprawiedliwienie” na określenie całokształtu wielkiej zmiany, która zachodzi w duszy grzesznika podczas nawrócenia i obejmuje tak odpuszczenie grzechów, jak i odnowę jego natury, gdyż w tym ogólnym sensie używał go niekiedy św. Augustyn, a sporadycznie nawet co niektórzy pisarze protestanccy. Jednak o ile Augustyn rozróżniał te dwa skutki Boskiej łaski jako wpływające, odpowiednio, na relację grzesznika z Bogiem oraz na jego duchowy charakter, o tyle pisarze katoliccy zmieszali i praktycznie utożsamili te dwie rzeczy, przez co zmącili i zaciemnili cały system Bożej prawdy. Gdyby bowiem usprawiedliwienie było w zupełności tożsame z uświęceniem lub też — nie będąc z nim tożsame, ale w pewnej mierze od niego różne — opierało się na uświęceniu i od niego zależało, tak iż grzesznik byłby usprawiedliwiony, kiedy, ponieważ i o ile byłby uświęcony, to wynikałoby z tego, że usprawiedliwienie rozumiane jako akt Boski jest li tylko, po pierwsze, wlaniem i, po drugie, uznaniem sprawiedliwości wewnętrznej grzesznika, a nie aktem łaski Boga uniewinniającym go, uwalniającym od potępienia oraz przyjmującym do Jego łaski i przyjaźni. Usprawiedliwienie nie byłoby postępowaniem sądowym, które kończy się na człowieku jako swoim przedmiocie i naprawia jego relację z Bogiem, lecz oddziaływaniem duchowej energii, której człowiek jest podmiotem i której mocą doznaje odnowy w duchu swego umysłu. Dalej, rozumiane jako przywilej wierzących nie polegałoby na darmowym przebaczeniu grzechów i gwarantowanym prawie do życia wiecznego, ale na posiadaniu wewnętrznej, osobistej sprawiedliwości, zawsze niedoskonałej i częstokroć skażonej grzechem, która tym samym nigdy nie może stanowić pełnego usprawiedliwienia w życiu doczesnym jako realny przywilej każdego wierzącego.

Reformatorzy natomiast, wbrew tym oraz innym błędom w tej materii, twierdzili i nauczali, że usprawiedliwienie jest: „aktem dobrowolnej łaski Boga, w którym odpuszcza [On] wszystkie nasze grzechy i przyjmuje nas jako sprawiedliwych w swoich oczach”; zewnętrznym w stosunku do grzesznika aktem Boskim, którego człowiek jest przedmiotem, a nie dziełem wewnętrznym, którego człowiek jest podmiotem; mającą charakter sądowy zmianą w relacji człowieka z Bogiem, jaka zachodzi w statusie oskarżonego, gdy zostaje uniewinniony (czy też w statusie potępionego, kiedy jest mu przebaczone, albo w statusie wroga, kiedy dochodzi do pojednania i uznania go za przyjaciela), nie zaś zmianą moralnego i duchowego charakteru człowieka, mimo że ta usprawiedliwieniu zawsze musi towarzyszyć bądź z niego wypływać; przywilejem dostępnym obecnie dla każdego wierzącego niezależnie od tego, jak słaba byłaby jego wiara i niedoskonała świętość, gdyż będąc „usprawiedliwieni przez wiarę, mamy pokój z Bogiem przez naszego Pana Jezusa Chrystusa”, „w którym mamy odkupienie przez jego krew, przebaczenie grzechów, według bogactwa jego łaski”. Oto jak dalece rozbieżne były zapatrywania obu stron na temat natury usprawiedliwienia.

_________________

Dalej, co się tyczy podstawy usprawiedliwienia, czyli tego, co Bóg uznaje za powód, dla którego „usprawiedliwia bezbożnego” i który także wierzący winien poczytywać za fundament swej nadziei, to zasadniczy błąd Kościoła rzymskiego polegał na zastąpieniu przypisanej sprawiedliwości Odkupiciela immanentną sprawiedliwością odrodzonego. W doktrynie katolickiej najwyraźniej nie ma miejsca na traktowanie podstawy usprawiedliwienia jako czegoś różnego od niego samego, bo skoro usprawiedliwienie miałoby być tożsame z uświęceniem, a uświęcenie polega na wlanej, immanentnej sprawiedliwości człowieka, to sprawiedliwość taka jest treścią i istotą ich obu, nie zaś podstawą żadnej z nich. Gdy jednak zamiast mieszania tych dwu teolodzy rzymscy czynili pomiędzy nimi rozróżnienie, zwykli przedstawiać sprawiedliwość wlaną, która czyni nas miłymi Bogu, jako podstawę czy też powód przyjęcia nas przez Niego (co jest logicznym wnioskiem przy takiej przesłance), całkowicie odrzucając przypisaną sprawiedliwość Chrystusa. Owszem, mówili o Jego zasługach, przyznawali, że Jego cierpienia i śmierć poniekąd oddziaływają na nasze usprawiedliwienie, lecz równocześnie przeczyli, że Jego sprawiedliwość jest nam przypisana i tym samym staje się bezpośrednią podstawą naszego przyjęcia przez Boga, czyli wyłącznym powodem, dla którego odpuszcza nam On grzechy i przyjmuje nas jako sprawiedliwych w swoich oczach. Uczyli, że zasługi Chrystusa były przyczyną sprawczą odradzającej łaski, przez którą jesteśmy czynieni sprawiedliwymi, a prawdziwą bezpośrednią podstawą naszego usprawiedliwienia jest immanentna, osobista sprawiedliwość, która w ten sposób powstaje. Chrystusowej sprawiedliwości przyznawali co najwyżej współuczestnictwo w naszej sprawiedliwości w nadziei, że to, w czym ułomna jest nasza, może uzupełnić Jego doskonała sprawiedliwość. Niemniej temu, że Jego przypisana sprawiedliwość jest jedyną, absolutnie wystarczalną podstawą naszego usprawiedliwienia, która nie wymaga ani nie dopuszcza żadnych dodatków w postaci cierpienia ani posłuszeństwa i która jest skuteczna w tym względzie bez pomocy żadnej innej sprawiedliwości, wlanej i immanentnej — temu uparcie zaprzeczali. Ten zasadniczy błąd dotyczący podstawy usprawiedliwienia grzesznika tłumaczy wiele błędów tego samego lub mniejszego kalibru, m.in.: katolicką naukę o pierwszym i drugim usprawiedliwieniu — pierwsze mamy uzyskiwać przez wlanie zalążka sprawiedliwości, drugie przez tę samą sprawiedliwość, która pozostaje immanentna i się aktualizuje; katolicką naukę, jakoby apostołowie negowali uczynki dokonane przed aktem wiary, nie zaś po nim; katolicką naukę, jakoby Pawła i Jakuba dało się pogodzić jedynie przy założeniu, że Paweł mówi o pierwszym usprawiedliwieniu, a Jakub o drugim. Wszystkie te nauki opierały się na jednej i tej samej fundamentalnej zasadzie, że mianowicie podstawą usprawiedliwienia jest osobista, immanentna sprawiedliwość, którą może i wytworzyły uczynki Chrystusa, a wlała w nas odradzająca łaska Jego Ducha, ale która naszą własną sprawiedliwością staje się realnie, tak jak należy do nas każda inna cecha charakteru, oraz która zapewnia nam przebaczenie i przyjęcie przez Boga dzięki wartości, jaką ma sama w sobie.

Reformatorzy natomiast, wbrew tym oraz innym błędom w tej materii, twierdzili i nauczali, że jesteśmy usprawiedliwieni „ze względu na sprawiedliwość Chrystusa, która jest nam przypisana”, czyli zaliczona na nasze konto. Uważali tak z następujących powodów: jeżeli Bóg ma nas przyjąć jako sprawiedliwych, potrzebna jest do tego sprawiedliwość; musi to być taka sprawiedliwość, jaka by spełniała wszystkie wymogi doskonałego prawa będącego Bożym standardem na sądzie; wymaganiom tego prawa, zarówno w jego wymiarze karnym, jak i nakazowym, sprostało — czynne i bierne — posłuszeństwo Pana Jezusa Chrystusa; w ten sposób stał się On końcem prawa „ku sprawiedliwości każdego, kto wierzy” w Jego imię; nasza wewnętrzna, osobista sprawiedliwość, choćby była doskonała, nie byłaby władna zgładzić winy za nasze przeszłe grzechy ani zadośćuczynić za nie Bożej sprawiedliwości; daleka od doskonałości nawet u odrodzonego, jest skalana mieszkającym w nas grzechem i osłabiona aktualnym występkiem; dzieło Ducha w nas, skądinąd nieodzowne i wartościowe, nie zostało pomyślane jako mające nam zapewnić usprawiedliwienie inaczej niż poprzez udzielenie nam sprawiedliwości Chrystusa oraz uzdolnienie nas do jej przyjęcia i polegania na niej przez wiarę. Oto jak dalece rozbieżne były zapatrywania obu stron na temat podstawy usprawiedliwienia.
_________________

Dalej, co się tyczy środka usprawiedliwienia, czyli tego, za pomocą czego Bóg daje, a człowiek otrzymuje przebaczenie grzechów i prawo do życia wiecznego, to zasadniczy błąd Kościoła rzymskiego polegał na zaprzeczeniu temu, iż jesteśmy usprawiedliwieni przez tę wiarę, która „polega na tym, że przyjmujemy go [Chrystusa] i polegamy tylko na nim co do zbawienia, zgodnie z tym, jak jest nam dany w Ewangelii”. Katolicy twierdzili, że: jesteśmy usprawiedliwieni nie jedynie przez wiarę w Chrystusa, ponieważ wiara istnieć może tam, gdzie nie ma usprawiedliwienia, ale przez wiarę ukształtowaną przez miłość, stanowiącą zalążek nowego posłuszeństwa; wiara ta jest wlana po raz pierwszy przy chrzcie, kiedy to zmazuje wszystkie dotychczasowe grzechy — u niemowląt grzech pierworodny, u dorosłych (godnie przygotowanych do jej przyjęcia) grzech pierworodny i aktualny — w przypadku zaś grzechu po chrzcie przywracana lub odnawiana mocą spowiedzi i rozgrzeszenia, które skutecznie wybawiają grzesznika od wszelkiej kary z wyjątkiem pokutnej bądź czyśćcowej. To ogólne stwierdzenie obejmuje całokształt katolickiej nauki tyczącej się tego aspektu zagadnienia i składa się z kilku oddzielnych przekonań, z których każde stało się okazją do długiej, zawiłej dyskusji. Kluczowe kwestie odnosiły się do natury zbawczej wiary, przyczyny jej skuteczności jako środka usprawiedliwienia, a także do zastosowań albo funkcji, odpowiednio, wiary i sakramentów. Rzeczywistego związku tych kwestii, pod względem natury i skutków wiary, z ogólną nauką o usprawiedliwieniu nie sposób dostrzec ani prawidłowo zrozumieć, jeżeli się zapomni, że wszystkie one miały dotyczyć — oraz dowodzić słuszności — fundamentalnej katolickiej zasady, która podstawę odpuszczenia nam grzechów i przyjęcia nas przez Boga upatrywała w sprawiedliwości wewnętrznej człowieka, a nie w przypisanej sprawiedliwości Chrystusa. Jako że jest to sprawa pierwszorzędnej wagi, każdą inną musiano z nią zharmonizować i wyjaśnić tak, by ją wspierała. Stąd też wiarę, której całe Pismo Święte przypisuje wielką skuteczność i wagę, określano przede wszystkim jako zwykłe intelektualne przekonanie lub aprobatę prawdy objawionej, które nie odnowiony umysł może sobie przyswoić dzięki korzystaniu ze swoich naturalnych predyspozycji bez współudziału Boskiej łaski, oraz przedstawiano jako nie mającą samą w sobie żadnego koniecznego związku ze zbawieniem, lecz będącą zaledwie jedną z siedmiu skłonności czy zdolności uprzednich, które w przypadku dorosłych zawsze usprawiedliwienie wyprzedzają, ale po których nie zawsze ono następuje. Aby wiara taka była skuteczna i zbawcza, musi być „ukształtowana przez miłość”: wówczas to, co jałowe, poczyna od razu przynosić owoce, przynosząca zaś owoce wiara usprawiedliwia, przy czym nie dlatego, że opiera się na sprawiedliwości Chrystusa, ale że sama w sobie jest naszą wewnętrzną, osobistą sprawiedliwością, efektem nowego narodzenia i zaczątkiem nowego stworzenia. Uważano ją za zalążek zasady świętości w sercu i życiu, a tym samym za podstawę usprawiedliwienia. Niektórzy wprawdzie przyznawali, że jej przyczyną sprawczą były zasługi Chrystusa, a wlała ją w nas łaska Ducha Świętego, jednak utrzymywali zarazem, że istnieje jako zasada podmiotowa w naszych sercach i dzięki wartości, jaką ma sama w sobie, zapewnia nam, bez sprawiedliwości przypisanej, odpuszczenie grzechów oraz przyjęcie nas samych i naszych uczynków. „Wiara ukształtowana przez miłość”, stanowiąca o naszej sprawiedliwości, nie może być rzecz jasna środkiem usprawiedliwienia, skoro sama w sobie stanowi tego ewangelicznego błogosławieństwa istotę, stąd też uważano, że Bóg przekazuje, a człowiek otrzymuje usprawiedliwienie nie za pośrednictwem wiary, lecz sakramentów. Twierdzono, iż odrodzony mocą chrztu i co jakiś czas oczyszczany mocą spowiedzi i pokuty grzesznik dostępuje usprawiedliwienia nie przez wiarę w Chrystusa jako środek ani przez sprawiedliwość Chrystusa jako podstawę przebaczenia nam i przyjęcia nas, tylko przez wewnętrzną sprawiedliwość, za sprawą sakramentów wlewaną i zasilaną bez względu na to, czy mamy wiarę wyraźną* w Chrystusa i Jego ukończone dzieło, czy też nie.

Reformatorzy natomiast, wbrew tym oraz innym błędom w tej materii, twierdzili i nauczali, że jesteśmy „usprawiedliwieni tylko przez wiarę”, ta bowiem przyjmuje wyłącznie Chrystusa i na Niego się zdaje w kwestii zbawienia, a jako podstawy naszej akceptacji chwyta się Jego sprawiedliwości i ją przywłaszcza. Uznawali istnienie zwykłej, historycznej wiary, którą można przyswoić sobie dzięki korzystaniu ze swoich naturalnych predyspozycji, co potwierdza Pismo Święte, lecz przy tym twierdzili, że istnieje też wiara wyraźnie od tamtej możliwa do odróżnienia za pomocą niezawodnych sprawdzianów biblijnych, która: jest natychmiastowo i zawsze skuteczna w zapewnieniu grzesznikowi przebaczenia i przyjęcia przez Boga; nie polega na samym intelektualnym oglądzie, tylko wiąże się z gorącą aprobatą całym umysłem; nie dość, że chwyta się i trzyma Chrystusa oraz wszystkich Jego dobrodziejstw, to jeszcze przyjmuje wyłącznie Chrystusa i na Niego się zdaje w kwestii zbawienia, ponieważ jedynej skutecznej obrony upatruje w Jego sprawiedliwości; gdziekolwiek i w jakimkolwiek stopniu istnieje, wykazuje — choćby była mała jak ziarnko gorczycy — natychmiastową i niechybną skuteczność, jako że łączy wierzącego z Chrystusem i czyni go uczestnikiem Jego sprawiedliwości; wszczepiona w duszę nigdy nie obumrze, lecz rozkrzewi się ku życiu wiecznemu. Uważali taką wiarę za konieczną do zbawienia oraz do tego stopnia natychmiastowo, zawsze i niezawodnie skuteczną w kwestii tegoż, iż kto ją ma, może mieć całkowitą pewność, że „przeszedł ze śmierci do życia” i nigdy „nie będzie potępiony”. Nie tylko nie przeczyli, ale wręcz jasno stwierdzali, że wiara ta „jest czynna w miłości” i za pośrednictwem miłości jako głównego źródła nowego posłuszeństwa i przynosi wszelki „błogi owoc sprawiedliwości”, a usprawiedliwiającej skuteczności wiary nie upatrywali, jak to czynił Kościół rzymski, w tym, że „wiara zawiera w sobie miłość jak pierścień zawiera diament”, co podkreśla wartość wiary jako takiej, lecz w tym, że „zawiera Chrystusa, kosztowną perłę”, którego tylko i wyłącznie sprawiedliwość czyni wiarę cenną. Z radością uznawali ją za duchową łaskę, dar Boży i jeden z owoców Ducha Świętego, które same w sobie są miłe Bogu, jednak wlanie owej żywej wiary poczytywali za środek, za pomocą którego Bóg stosuje wobec poszczególnych ludzi odkupienie nabyte przez Chrystusa, wspaniale przystosowany do tego celu, ponieważ kieruje grzesznika: ku spoglądaniu nie na siebie, lecz jedynie na Chrystusa jako osobistego Zbawiciela; ku porzuceniu wszelkiego odwołującego się do własnej sprawiedliwości zaufania do czegokolwiek, co człowiek uczynił lub może uczynić; ku zdaniu się bez reszty na darmową łaskę Bożą i ukończone dzieło Odkupiciela. Odrzucali w całości naukę o usprawiedliwieniu mocą sakramentów, ponieważ zobaczyli w Piśmie Świętym, że jak Abraham w starym przymierzu dostąpił usprawiedliwienia przed obrzezką i otrzymał jej znak wyłącznie jako „pieczęć sprawiedliwości wiary, którą miał przed obrzezaniem”, tak też w nowym przymierzu usprawiedliwienie nierozerwalnie wiąże się z wiarą, nie zaś z chrztem, tak iż każdy wierzący dostępuje usprawiedliwienia przed chrztem, a nawet bez niego, podczas gdy wielu ochrzczonych nie jest ani odrodzonych, ani usprawiedliwionych, ani zbawionych. Oto jak dalece rozbieżne były zapatrywania obu stron na temat środka usprawiedliwienia.
_________________

Wreszcie, co się tyczy skutków usprawiedliwienia, czyli rezultatów, które muszą z niego wynikać w stosunku zarówno do obecnego, jak przyszłego stanu człowieka usprawiedliwionego, tj. w teraźniejszości i wieczności, to zasadniczy błąd Kościoła rzymskiego polegał na twierdzeniu, że usprawiedliwienie samo z siebie nie jest ani całkowite, ani tak absolutnie pewne, by zwalniało człowieka od konieczności dalszego składania zadośćuczynienia za grzech lub gwarantowało niezawodną nadzieję życia wiecznego. Myślałby kto, że katolicka nauka pod pewnymi względami przypisuje większe skutki — aniżeli protestancka — owemu wlaniu wewnętrznej sprawiedliwości, które Rzym pomylił z usprawiedliwieniem, gdyż występujący natychmiastowo i zawsze skutek usuwać ma wszelki grzech, pierworodny i aktualny, przywracając grzesznika do stanu nieskazitelnej niewinności na podobieństwo stanu Adama sprzed upadku, a jeżeli wrodzona pożądliwość**, jaka by mogła być okazją do pokusy, wciąż pozostała, oznacza to, że nie była sama w sobie grzeszna ani charakterystyczna dla upadłego stanu człowieka, cechowała bowiem także naszego praojca, kiedy został stworzony na obraz i podobieństwo Boga, i była jedynie kiełzana i powściągana tak samo wtedy, jak to się dzieje teraz, mocą daru nadprzyrodzonej łaski. Twierdzili nadto, że usprawiedliwienie (tak jak je rozumieli) umożliwia chrześcijaninowi wzniesienie się do stanu doskonałości w życiu doczesnym, a nawet zasłużenie na nagrodę i dla siebie, i dla innych. Pod tymi względami przypisywali usprawiedliwieniu większe skutki aniżeli reformatorzy, którzy mówili nie o wrodzonej pożądliwości, lecz o grzechu w nas pozostałym jako wciąż trzymającym się wierzącego oraz o tym, że jego najlepsze uczynki są niedoskonałe i skalane. Pod innymi jednak względami Rzym przypisywał usprawiedliwieniu mniejsze skutki niż protestanci, gdyż według jego ulubionej zasady, zgodnie z którą usprawiedliwienie jest tożsame z uświęceniem, a przynajmniej musi od niego zależeć, jasno wynika, że: nie ma takiej chwili, kiedy grzesznik mógłby wierzyć, iż jest naprawdę usprawiedliwiony, chyba że osiągnąłby stan chrześcijańskiej doskonałości; usprawiedliwienie nie może być obecnym przywilejem, lecz jedynie obiektem pragnień i nadziei; usprawiedliwienie nie zapewnia człowiekowi wytrwania do końca, tylko od tego wytrwania zależy; usprawiedliwienie czyni człowieka stale podatnym przynajmniej na kary doczesne jako zadośćuczynienie za grzechy popełnione po chrzcie. Nic więc dziwnego, że reformatorzy mówili o „niepewnej, podszytej wątpliwościami wierze” Kościoła rzymskiego, przeciwstawiając ją spokojnej pewności, którą można osiągnąć dzięki bezpośredniemu aktowi wiary w Chrystusa, tak jak jest On ukazany w ofertach i obietnicach Ewangelii i i która mogła zostać potwierdzona przez refleksyjne badanie własnego duchowego doświadczenia, kiedy porównać je z oznakami i dowodami bycia usprawiedliwionym objawionymi na kartach nieomylnego Słowa Bożego.

Reformatorzy natomiast, wbrew tym oraz innym błędom w tej materii, twierdzili i nauczali, że: usprawiedliwienie właściwie polega na darmowym przebaczeniu grzechów i gwarantowanym prawie do życia wiecznego, tak iż usprawiedliwienie jest teraźniejszym przywilejem każdego wierzącego od chwili, gdy grzesznik przyjmuje wyłącznie Chrystusa i na Niego się zdaje w kwestii zbawienia; usprawiedliwienie jest kompletnym, ostatecznym i nieodwracalnym aktem Boskiej łaski, przez który człowiek zostaje raz na zawsze przeniesiony ze stanu gniewu i potępienia do stanu przychylności i akceptacji; w życiu doczesnym usprawiedliwieniu towarzyszą bądź z niego wynikają „pewność Bożej miłości, pokój sumienia, radość w Duchu Świętym, wzrastanie łaski oraz wytrwanie w niej do końca”, co wiąże się nieodłącznie z „chwałą, czcią i nieśmiertelnością” w przyszłym świecie. „Tych zaś, których przeznaczył, tych też powołał, a których powołał, tych też usprawiedliwił, a których usprawiedliwił, tych też uwielbił”. Oto jak dalece rozbieżne były zapatrywania obu stron na temat skutków usprawiedliwienia.

JAMES BUCHANAN
Przekład: Paweł Jarosław Kamiński

Przypisy
* Przez wiarę wyraźną (łac. fides explicita) należy rozumieć wiarę, która szczegółowo wie, w co wierzy, i potrafi teologicznie rozumować, w odróżnieniu od fides implicita, tj. wiary niewyraźnej, gdy prosty wyznawca nie zna szczegółów dogmatycznych i w tej kwestii zdaje się na autorytet Kościoła; w szerszym ujęciu fides implicita to wiara tych, którzy nie mogli o zbawieniu w Chrystusie usłyszeć, lecz postępują zgodnie z głosem sumienia czy też odczytanym w sercu prawem naturalnym, co uznaje się za skutek działania Bożej łaski (przyp. tłum.).

** Pożądliwość (łac. concupiscentia), inaczej pożądanie, oznacza tu nie żądzę seksualną, lecz skłonność natury ludzkiej do zła; w teologii używa się też łacińskiej kalki „konkupiscencja” (przyp. tłum.).



© Paweł Jarosław Kamiński 2026