| Farel, Kalwin, Beza, Knox |
Reformatorzy natomiast, wbrew tym oraz innym błędom w tej materii, twierdzili i nauczali, że usprawiedliwienie jest: „aktem dobrowolnej łaski Boga, w którym odpuszcza [On] wszystkie nasze grzechy i przyjmuje nas jako sprawiedliwych w swoich oczach”; zewnętrznym w stosunku do grzesznika aktem Boskim, którego człowiek jest przedmiotem, a nie dziełem wewnętrznym, którego człowiek jest podmiotem; mającą charakter sądowy zmianą w relacji człowieka z Bogiem, jaka zachodzi w statusie oskarżonego, gdy zostaje uniewinniony (czy też w statusie potępionego, kiedy jest mu przebaczone, albo w statusie wroga, kiedy dochodzi do pojednania i uznania go za przyjaciela), nie zaś zmianą moralnego i duchowego charakteru człowieka, mimo że ta usprawiedliwieniu zawsze musi towarzyszyć bądź z niego wypływać; przywilejem dostępnym obecnie dla każdego wierzącego niezależnie od tego, jak słaba byłaby jego wiara i niedoskonała świętość, gdyż będąc „usprawiedliwieni przez wiarę, mamy pokój z Bogiem przez naszego Pana Jezusa Chrystusa”, „w którym mamy odkupienie przez jego krew, przebaczenie grzechów, według bogactwa jego łaski”. Oto jak dalece rozbieżne były zapatrywania obu stron na temat natury usprawiedliwienia.
_________________
Dalej, co się tyczy podstawy usprawiedliwienia, czyli tego, co Bóg uznaje za powód, dla którego „usprawiedliwia bezbożnego” i który także wierzący winien poczytywać za fundament swej nadziei, to zasadniczy błąd Kościoła rzymskiego polegał na zastąpieniu przypisanej sprawiedliwości Odkupiciela immanentną sprawiedliwością odrodzonego. W doktrynie katolickiej najwyraźniej nie ma miejsca na traktowanie podstawy usprawiedliwienia jako czegoś różnego od niego samego, bo skoro usprawiedliwienie miałoby być tożsame z uświęceniem, a uświęcenie polega na wlanej, immanentnej sprawiedliwości człowieka, to sprawiedliwość taka jest treścią i istotą ich obu, nie zaś podstawą żadnej z nich. Gdy jednak zamiast mieszania tych dwu teolodzy rzymscy czynili pomiędzy nimi rozróżnienie, zwykli przedstawiać sprawiedliwość wlaną, która czyni nas miłymi Bogu, jako podstawę czy też powód przyjęcia nas przez Niego (co jest logicznym wnioskiem przy takiej przesłance), całkowicie odrzucając przypisaną sprawiedliwość Chrystusa. Owszem, mówili o Jego zasługach, przyznawali, że Jego cierpienia i śmierć poniekąd oddziaływają na nasze usprawiedliwienie, lecz równocześnie przeczyli, że Jego sprawiedliwość jest nam przypisana i tym samym staje się bezpośrednią podstawą naszego przyjęcia przez Boga, czyli wyłącznym powodem, dla którego odpuszcza nam On grzechy i przyjmuje nas jako sprawiedliwych w swoich oczach. Uczyli, że zasługi Chrystusa były przyczyną sprawczą odradzającej łaski, przez którą jesteśmy czynieni sprawiedliwymi, a prawdziwą bezpośrednią podstawą naszego usprawiedliwienia jest immanentna, osobista sprawiedliwość, która w ten sposób powstaje. Chrystusowej sprawiedliwości przyznawali co najwyżej współuczestnictwo w naszej sprawiedliwości w nadziei, że to, w czym ułomna jest nasza, może uzupełnić Jego doskonała sprawiedliwość. Niemniej temu, że Jego przypisana sprawiedliwość jest jedyną, absolutnie wystarczalną podstawą naszego usprawiedliwienia, która nie wymaga ani nie dopuszcza żadnych dodatków w postaci cierpienia ani posłuszeństwa i która jest skuteczna w tym względzie bez pomocy żadnej innej sprawiedliwości, wlanej i immanentnej — temu uparcie zaprzeczali. Ten zasadniczy błąd dotyczący podstawy usprawiedliwienia grzesznika tłumaczy wiele błędów tego samego lub mniejszego kalibru, m.in.: katolicką naukę o pierwszym i drugim usprawiedliwieniu — pierwsze mamy uzyskiwać przez wlanie zalążka sprawiedliwości, drugie przez tę samą sprawiedliwość, która pozostaje immanentna i się aktualizuje; katolicką naukę, jakoby apostołowie negowali uczynki dokonane przed aktem wiary, nie zaś po nim; katolicką naukę, jakoby Pawła i Jakuba dało się pogodzić jedynie przy założeniu, że Paweł mówi o pierwszym usprawiedliwieniu, a Jakub o drugim. Wszystkie te nauki opierały się na jednej i tej samej fundamentalnej zasadzie, że mianowicie podstawą usprawiedliwienia jest osobista, immanentna sprawiedliwość, którą może i wytworzyły uczynki Chrystusa, a wlała w nas odradzająca łaska Jego Ducha, ale która naszą własną sprawiedliwością staje się realnie, tak jak należy do nas każda inna cecha charakteru, oraz która zapewnia nam przebaczenie i przyjęcie przez Boga dzięki wartości, jaką ma sama w sobie.
Reformatorzy natomiast, wbrew tym oraz innym błędom w tej materii, twierdzili i nauczali, że jesteśmy „usprawiedliwieni tylko przez wiarę”, ta bowiem przyjmuje wyłącznie Chrystusa i na Niego się zdaje w kwestii zbawienia, a jako podstawy naszej akceptacji chwyta się Jego sprawiedliwości i ją przywłaszcza. Uznawali istnienie zwykłej, historycznej wiary, którą można przyswoić sobie dzięki korzystaniu ze swoich naturalnych predyspozycji, co potwierdza Pismo Święte, lecz przy tym twierdzili, że istnieje też wiara wyraźnie od tamtej możliwa do odróżnienia za pomocą niezawodnych sprawdzianów biblijnych, która: jest natychmiastowo i zawsze skuteczna w zapewnieniu grzesznikowi przebaczenia i przyjęcia przez Boga; nie polega na samym intelektualnym oglądzie, tylko wiąże się z gorącą aprobatą całym umysłem; nie dość, że chwyta się i trzyma Chrystusa oraz wszystkich Jego dobrodziejstw, to jeszcze przyjmuje wyłącznie Chrystusa i na Niego się zdaje w kwestii zbawienia, ponieważ jedynej skutecznej obrony upatruje w Jego sprawiedliwości; gdziekolwiek i w jakimkolwiek stopniu istnieje, wykazuje — choćby była mała jak ziarnko gorczycy — natychmiastową i niechybną skuteczność, jako że łączy wierzącego z Chrystusem i czyni go uczestnikiem Jego sprawiedliwości; wszczepiona w duszę nigdy nie obumrze, lecz rozkrzewi się ku życiu wiecznemu. Uważali taką wiarę za konieczną do zbawienia oraz do tego stopnia natychmiastowo, zawsze i niezawodnie skuteczną w kwestii tegoż, iż kto ją ma, może mieć całkowitą pewność, że „przeszedł ze śmierci do życia” i nigdy „nie będzie potępiony”. Nie tylko nie przeczyli, ale wręcz jasno stwierdzali, że wiara ta „jest czynna w miłości” i za pośrednictwem miłości jako głównego źródła nowego posłuszeństwa i przynosi wszelki „błogi owoc sprawiedliwości”, a usprawiedliwiającej skuteczności wiary nie upatrywali, jak to czynił Kościół rzymski, w tym, że „wiara zawiera w sobie miłość jak pierścień zawiera diament”, co podkreśla wartość wiary jako takiej, lecz w tym, że „zawiera Chrystusa, kosztowną perłę”, którego tylko i wyłącznie sprawiedliwość czyni wiarę cenną. Z radością uznawali ją za duchową łaskę, dar Boży i jeden z owoców Ducha Świętego, które same w sobie są miłe Bogu, jednak wlanie owej żywej wiary poczytywali za środek, za pomocą którego Bóg stosuje wobec poszczególnych ludzi odkupienie nabyte przez Chrystusa, wspaniale przystosowany do tego celu, ponieważ kieruje grzesznika: ku spoglądaniu nie na siebie, lecz jedynie na Chrystusa jako osobistego Zbawiciela; ku porzuceniu wszelkiego odwołującego się do własnej sprawiedliwości zaufania do czegokolwiek, co człowiek uczynił lub może uczynić; ku zdaniu się bez reszty na darmową łaskę Bożą i ukończone dzieło Odkupiciela. Odrzucali w całości naukę o usprawiedliwieniu mocą sakramentów, ponieważ zobaczyli w Piśmie Świętym, że jak Abraham w starym przymierzu dostąpił usprawiedliwienia przed obrzezką i otrzymał jej znak wyłącznie jako „pieczęć sprawiedliwości wiary, którą miał przed obrzezaniem”, tak też w nowym przymierzu usprawiedliwienie nierozerwalnie wiąże się z wiarą, nie zaś z chrztem, tak iż każdy wierzący dostępuje usprawiedliwienia przed chrztem, a nawet bez niego, podczas gdy wielu ochrzczonych nie jest ani odrodzonych, ani usprawiedliwionych, ani zbawionych. Oto jak dalece rozbieżne były zapatrywania obu stron na temat środka usprawiedliwienia.
Przekład: Paweł Jarosław Kamiński
Przypisy
* Przez wiarę wyraźną (łac. fides explicita) należy rozumieć wiarę, która szczegółowo wie, w co wierzy, i potrafi teologicznie rozumować, w odróżnieniu od fides implicita, tj. wiary niewyraźnej, gdy prosty wyznawca nie zna szczegółów dogmatycznych i w tej kwestii zdaje się na autorytet Kościoła; w szerszym ujęciu fides implicita to wiara tych, którzy nie mogli o zbawieniu w Chrystusie usłyszeć, lecz postępują zgodnie z głosem sumienia czy też odczytanym w sercu prawem naturalnym, co uznaje się za skutek działania Bożej łaski (przyp. tłum.).
** Pożądliwość (łac. concupiscentia), inaczej pożądanie, oznacza tu nie żądzę seksualną, lecz skłonność natury ludzkiej do zła; w teologii używa się też łacińskiej kalki „konkupiscencja” (przyp. tłum.).
© Paweł Jarosław Kamiński 2026